Alternatywne historie

To było kilka lat po śmierci Mojej Babci. Jej Przyjaciółka była już bardzo chora. Wiedziała, że umiera.


Zaprosiła do siebie moją Siostrę i mnie. jej mieszkaniu, które dobrze znałyśmy – tyle razy bywałyśmy tu z Babcią – opowiedziała nam historię. Ich historię. Ich herstorię.

Dwóch zakochanych w sobie przyjaciółek, które z miasta do miasta przeprowadzały się jedna za drugą, by mieszkać blisko siebie i razem prowadzić swoje dwa domy, opiekować swoimi dwiema pełnymi rodzinami. Każda z nich miała męża i dwójkę dzieci. Gdy zaczęłam szperać po bibliotekach i starych kredensach znajomych, znalazłam mnóstwo podobnych historii. Każda z nich była jedyna w swoim rodzaju, ale wszystkie je łączyła wspólnota kobiet. Bo właściwie, czy nie było trochę tak, że kobiety od dawna mogły liczyć głównie na siebie? Sielankowy obraz damsko-męskiej rodziny to w sensie praktycznym twór rewolucji lat 60-tych XX wieku. Do dziś zresztą nie zawsze się sprawdza...

Alternatywne historie

To było kilka lat po śmierci Mojej Babci. Jej Przyjaciółka była już bardzo chora. Wiedziała, że umiera.


Zaprosiła do siebie moją Siostrę i mnie. jej mieszkaniu, które dobrze znałyśmy – tyle razy bywałyśmy tu z Babcią – opowiedziała nam historię. Ich historię. Ich herstorię.

Dwóch zakochanych w sobie przyjaciółek, które z miasta do miasta przeprowadzały się jedna za drugą, by mieszkać blisko siebie i razem prowadzić swoje dwa domy, opiekować swoimi dwiema pełnymi rodzinami. Każda z nich miała męża i dwójkę dzieci. Gdy zaczęłam szperać po bibliotekach i starych kredensach znajomych, znalazłam mnóstwo podobnych historii. Każda z nich była jedyna w swoim rodzaju, ale wszystkie je łączyła wspólnota kobiet. Bo właściwie, czy nie było trochę tak, że kobiety od dawna mogły liczyć głównie na siebie? Sielankowy obraz damsko-męskiej rodziny to w sensie praktycznym twór rewolucji lat 60-tych XX wieku. Do dziś zresztą nie zawsze się sprawdza...

Gdy oglądam stare rodzinne fotografie, tych kobiecych historii w nich nie ma. Są niewidoczne. W "Alternatywnych historiach" pytam o to, co ukryte, o antyhistorię, o niewidzialne związki kobiet. Chcę je wydobyć na światło dzienne. Wydobyć światłem obrazu. Tworzę więc nowe narracje w warstwie pamiątek, dokumentów. Razem z modelkami szukamy starych rodzinnych pozowanych zdjęć i przerabiamy je na zdjęcia czysto żeńskie.

Fotografuję autentyczne pary, grupy dziewczyn, które wiodą wspólne życie (siostry, przyjaciółki, kochanki, żony, córki i matki). W pewnym sensie odgrywamy historię na nowo. W pewnym sensie zmyślamy, ale tak właściwie to przywołujemy pamięć naszych prababć, babć, ciotek, mam i naszą własną. Tę pamięć, której nie ma w oficjalnej rejestracji.

Tylko co jest tu "autentyczne"? To właśnie moje przewrotne pytanie o "prawdę" obrazu, prawdziwość dokumentacji, autentyczność oficjalnej historii i istotę fotografii jako medium.

 

Gdy oglądam stare rodzinne fotografie, tych kobiecych historii w nich nie ma. Są niewidoczne. W "Alternatywnych historiach" pytam o to, co ukryte, o antyhistorię, o niewidzialne związki kobiet. Chcę je wydobyć na światło dzienne. Wydobyć światłem obrazu. Tworzę więc nowe narracje w warstwie pamiątek, dokumentów. Razem z modelkami szukamy starych rodzinnych pozowanych zdjęć i przerabiamy je na zdjęcia czysto żeńskie.

Fotografuję autentyczne pary, grupy dziewczyn, które wiodą wspólne życie (siostry, przyjaciółki, kochanki, żony, córki i matki). W pewnym sensie odgrywamy historię na nowo. W pewnym sensie zmyślamy, ale tak właściwie to przywołujemy pamięć naszych prababć, babć, ciotek, mam i naszą własną. Tę pamięć, której nie ma w oficjalnej rejestracji.

Tylko co jest tu "autentyczne"? To właśnie moje przewrotne pytanie o "prawdę" obrazu, prawdziwość dokumentacji, autentyczność oficjalnej historii i istotę fotografii jako medium.