Hard boild wonderland

Bajka miała być w miarę łatwa i przyjemna, ale chyba stało się nieco inaczej.


Codzienne życie – zwykłe, bez ekscesów, gdzie zamiast szarlatanów i demonic są ojcowie i matki, zamiast boskich oblubienic i szalonych kochanków są żony i mężowie. Pierwszą częścią Bajki jest Hard-boiled Wonderland. Scenki jakby z baśni, jak ilustracje z kart książki z nierealnymi postaciami, pozornie kolorowymi i magicznymi, ale z drugiej strony „wydobytymi” zza brudu i rys, są toporne, duszne, przebrzmiałe. Łączy je wszystkie motyw bananów, które oprócz tego, że są oczywistym symbolem fallicznym, kojarzą mi się (co jest o wiele bardziej znaczące) z rzadkim, bosko smacznym rarytasem sprzed lat (z okresu dzieciństwa), który nieczęsto był w zasięgu i gdy już się go dorwało, można było przeżyć niebiańskie rozkosze, delektując się nim. Dziś banany stały się na tyle powszednie, że jedzenie ich tak po prostu nie jest wielkim przeżyciem. Dopiero „ubrane” w danie (sos, lody, ciasto- wszystko jedno) odzyskują świeżość, niepowtarzalność – jednym słowem: trzeba zadbać by były pyszne.

Gdy oglądam stare rodzinne fotografie, tych kobiecych historii w nich nie ma. Są niewidoczne. W "Alternatywnych historiach" pytam o to, co ukryte, o antyhistorię, o niewidzialne związki kobiet. Chcę je wydobyć na światło dzienne. Wydobyć światłem obrazu. Tworzę więc nowe narracje w warstwie pamiątek, dokumentów. Razem z modelkami szukamy starych rodzinnych pozowanych zdjęć i przerabiamy je na zdjęcia czysto żeńskie. Fotografuję autentyczne pary, grupy dziewczyn, które wiodą wspólne życie (siostry, przyjaciółki, kochanki, żony, córki i matki). W pewnym sensie odgrywamy historię na nowo. W pewnym sensie zmyślamy, ale tak właściwie to przywołujemy pamięć naszych prababć, babć, ciotek, mam i naszą własną. Tę pamięć, której nie ma w oficjalnej rejestracji.

Tylko co jest tu "autentyczne"? To właśnie moje przewrotne pytanie o "prawdę" obrazu, prawdziwość dokumentacji, autentyczność oficjalnej historii i istotę fotografii jako medium.

Hard boild wonderland

Bajka miała być w miarę łatwa i przyjemna, ale chyba stało się nieco inaczej.


Codzienne życie – zwykłe, bez ekscesów, gdzie zamiast szarlatanów i demonic są ojcowie i matki, zamiast boskich oblubienic i szalonych kochanków są żony i mężowie. Pierwszą częścią Bajki jest Hard-boiled Wonderland. Scenki jakby z baśni, jak ilustracje z kart książki z nierealnymi postaciami, pozornie kolorowymi i magicznymi, ale z drugiej strony „wydobytymi” zza brudu i rys, są toporne, duszne, przebrzmiałe. Łączy je wszystkie motyw bananów, które oprócz tego, że są oczywistym symbolem fallicznym, kojarzą mi się (co jest o wiele bardziej znaczące) z rzadkim, bosko smacznym rarytasem sprzed lat (z okresu dzieciństwa), który nieczęsto był w zasięgu i gdy już się go dorwało, można było przeżyć niebiańskie rozkosze, delektując się nim. Dziś banany stały się na tyle powszednie, że jedzenie ich tak po prostu nie jest wielkim przeżyciem. Dopiero „ubrane” w danie (sos, lody, ciasto- wszystko jedno) odzyskują świeżość, niepowtarzalność – jednym słowem: trzeba zadbać by były pyszne.

Gdy oglądam stare rodzinne fotografie, tych kobiecych historii w nich nie ma. Są niewidoczne. W "Alternatywnych historiach" pytam o to, co ukryte, o antyhistorię, o niewidzialne związki kobiet. Chcę je wydobyć na światło dzienne. Wydobyć światłem obrazu. Tworzę więc nowe narracje w warstwie pamiątek, dokumentów. Razem z modelkami szukamy starych rodzinnych pozowanych zdjęć i przerabiamy je na zdjęcia czysto żeńskie. Fotografuję autentyczne pary, grupy dziewczyn, które wiodą wspólne życie (siostry, przyjaciółki, kochanki, żony, córki i matki). W pewnym sensie odgrywamy historię na nowo. W pewnym sensie zmyślamy, ale tak właściwie to przywołujemy pamięć naszych prababć, babć, ciotek, mam i naszą własną. Tę pamięć, której nie ma w oficjalnej rejestracji.

Tylko co jest tu "autentyczne"? To właśnie moje przewrotne pytanie o "prawdę" obrazu, prawdziwość dokumentacji, autentyczność oficjalnej historii i istotę fotografii jako medium.